GŁÓWNA O NAS WYDARZENIA KATECHEZY
ODNOWA W DUCHU ŚWIĘTYM MSZA O UZDROWIENIE ŚWIADECTWA SKRZYNKA INTENCJI
HARMONOGRAM SPOTKAŃ MODLITWA WSTAWIENNICZA FORMACJA MŁODZIEŻ
Świadectwo o wspólnocie

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Chciałabym podzielić się tym, jak przez kilka lat Pan Bóg działał we mnie i formował mnie z pomocą wspólnoty Bartymeusz.

Świadectwo długie, ale dedykuję je wszystkim, którzy zastanawiają się nad swoją obecnością we wspólnocie:)

Kilka lat temu, gdy jeszcze Pana Boga nie traktowałam do końca poważnie, moja mama i siostra zaczęły chodzić na spotkania nowopowstałej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym i Msze z modlitwą u uzdrowienie. Byłam na nie zapraszana, ale nie zaciągana na siłę przez mamę, jednak po prostu nie miałam ochoty chodzić na takie spotkania. Moje nastawienie zaczęło się zmieniać, gdy przeżyłam rekolekcje, które prowadził jeden z księży charyzmatyków znanych na Świecie, wtedy ze zdziwieniem słuchałam świadectwa osób, nad którymi modlił się osobiście.
Gdy wróciłam do Koła, stwierdziłam, że czemu nie, może przejdę się na Mszę, zobaczę, przecież dodatkowa Msza jeszcze nikomu nie zaszkodziła... :)
I tak zaczęło się. Od tamtej pory chodziłam regularnie na piątkowe Eucharystie, które... przepłakiwałam. Nie wiedziałam w sumie dlaczego płaczę, nie miałam jakiś smutnych doświadczeń, powodów. Po prostu.
Nadszedł dzień, w którym postanowiłam odpowiedzieć na zaproszenie mojej mamy.


Poszłam na pierwsze spotkanie modlitewne wspólnoty. Akurat tak się wydarzyło, że piosenki, jakie śpiewał zespół były tymi, które tak dobrze i miło wspominałam z rekolekcji, na które jeździłam. Gdy śpiewałam sobie, w pewnej chwili jakaś pani spojrzała na mnie i powiedziała: "Ty musisz tam do przodu iść! Do zespołu!"
Rzeczywiście po jakimś czasie namawiania zaczęłam śpiewać w zespole, myślę, że to, że posługiwałam akurat w ten sposób, bardzo wpłynęło na moje przybliżenie się do Boga.

Przyszłam jako zagubiona, niedowartościowana dziewczyna, która nie wie za bardzo co robić w życiu, często użalałam się, że nikt mnie nie lubi. Nawet na początku we wspólnocie nie czułam się najlepiej, bo każdy już się tam znał, a ja po prostu nawet nie wiedziałam za bardzo jak to ogarnąć. Z czasem, relacje same rozwijały się, dzięki akceptacji przyjaciół ze wspólnoty, wielu rozmowom np podczas odwożenia mnie do domu (mieszkałam kilka kilometrów za Kołem) i dzięki pracy nad sobą rozwinęłam się jako osoba. Bo wspólnota, to nie tylko modlitwa. To praca nad swoją osobowością. To przebywanie z ludźmi, którzy - jak wszyscy - mają wady, zalety, to przebywanie i uczenie się wszystkiego w Bożym Duchu. Razem.

Piszę to świadectwo też do osób, które często zastanawiały się, lub zastanawiają czy przypadkiem nie odejść ze wspólnoty - "coś mi nie pasuje, to nie to... Na początku było inaczej...". Też tak miałam, wiele razy. Tak się złożyło, że gdy miałam ten "kryzys wspólnotowy"- jak ja to nazywam - na spotkaniach mieliśmy o byciu we wspólnocie właśnie. Ksiądz powiedział wtedy takie słowa (oczywiście to nie będzie cytat, raczej mój przekład :)), że jeśli coś komuś nie pasuje we wspólnocie, to musi zacząć od zmiany siebie.
Wtedy było to trudne i chyba nie od razu to przyjęłam. Ale dzięki wspólnocie nauczyłam się pokory, słuchania słów Pana Boga i cierpliwości w sprawach wiary. Dojrzałość przychodziła naturalnie, powolutku.
Wiele nauczyłam się dzięki wspólnocie, ale coś za co dziękuję Panu Bogu z całego serca - to Przyjaźń, jaką mi dał, w każdej z osób. Jasne, myślę tutaj szczególnie o młodszym pokoleniu - bo to z nimi spędziłam wiele czasu - na grupkach, na próbach zespołu, spotkaniach przy herbatce.
Chciałabym powiedzieć, że chodzenie na wspólnotę, to nie jest zwykłe przychodzenie, uczęszczanie. To jest życie, które zmienia się, gdy pozwolimy Panu Bogu działać w naszej codzienności. Zmienia się na lepsze. Czasem jest trudno - bo to nic prostego i miłego przyjąć krytykę, usłyszeć kilka słów prawdy. Ale trzeba pokornie wysłuchać, przemyśleć, działać.

Jeśli masz teraz czas, w którym myślisz, że dasz radę bez wspólnoty, że to nie jest to, może kiedyś indziej, teraz nie masz czasu, jeśli przechodzisz kryzys - nie podejmuj zbyt szybko decyzji. Życie ze wspólnotą to coś pięknego! Przebywanie z osobami, które myślą podobnie, mają czasem podobne problemy, system wartości, razem dążą do Boga, które są otwarte na pomoc drugiej osobie, daje wieele dobrego. Idąc drogą wspólnoty -razem- możemy trzymać się jeden drugiego. Jeśli teraz chodzi Ci po głowie pomysł wspólnoty- poddaj się temu! To Jezus Ciebie zaprasza!
Gdybym nie przyjęła zaproszenia od mojej mamy, nie przyszłabym na Mszę, spotkanie - myślę, że dalej byłabym w ciemnym lesie, gdzieś bym błądziła po omacku.
Teraz, będąc na studiach, szukam swojej drogi, szukam wspólnoty, bo mam świadomość, jakie jest to ważne i jaką ma to wartość.
A pamięcią i modlitwą jestem dalej w Kole, pod kościołem... :)
Chwała Panu!
Michalina Marciniak